Jak Tomek rozmawiał z Kamiennym Smokiem
Późną jesienią, gdy dni robiły się coraz krótsze i w powietrzu czuć już było zbliżającą się zimę, wielu mieszkańców Magicznych Ogrodów ogarnął niewyjaśniony niepokój. Przyczyniały się do tego tajemnicze odgłosy dochodzące z Mroczyska. Rosnące tam czarne drzewa skrzypiały i trzeszczały złowieszczo, a suche liście na ich gałęziach zdawały się szeptać na wietrze. Strażnicy Mroku, podlegli władzy Czarodziejki Tuuli, zapewniali, że nie ma powodów do strachu, bo dzień i noc strzegą, by nic złego nie wydostało się z Mroczyska, a w tym zadaniu wspierają ich dzielne Krasnoludy. Jednak ziarno niepokoju zostało zasiane w wielu sercach.
– Słyszeliście? Wczoraj wieczorem drzewa bardzo głośno skrzypiały na Mroczysku – szeptały między sobą Bulwiaki.
– Podobno jeden Krasnolud Zwiadowca widział, że się ruszają. Jednego dnia rosną tu, drugiego gdzie indziej…
– Żeby tylko nie przyszły do nas nocą!
Po takich rozmowach wystarczyło, by w nocy w okno uderzyła gałązka krzewu, by niektórzy obudzili się wystraszeni nie na żarty. Bywało, że wzywali Krasnoludy, przekonani, że w ciemności czai się coś złego.
– Moi drodzy. – Skrzat Kronikarz po kolejnym nocnym alarmie próbował uspokoić nastroje. – Jesteśmy bezpieczni. Strzegą nas Strażnicy Mroku i Krasnoludy, a nad nami wszystkimi czuwa Zoran. Choć śpi, to wierzę, że nadal otacza nas opieką.
– Ale co on może zrobić, gdy się okaże, że zło wróciło – zaszeptały znów Bulwiaki.
– Właśnie. Śpi i się nie obudzi, żeby nam pomóc.
– Na pewno coś wymyśli – oznajmiła stanowczo jedna z Wróżek Smużek. – Przecież jest magiem, najmądrzejszym na świecie.
– Ale śpi, a te drzewa z Mroczyska naprawdę są straszne…
– Nie powinnyśmy wątpić w moc Zorana – dodała Wróżka z optymizmem. – On zawsze miał plan i na pewno tak jest i tym razem.
Rozmowy trwały do późna i Skrzat Kronikarz wracał do swojego drzewa bardzo zmęczony. Postanowił zboczyć trochę z drogi i odwiedzić śpiącego pod postacią Kamiennego Smoka Zorana. Ten zaś wyglądał tak samo jak zwykle. Leżał nad dużym stawem, z wyciągniętymi łapami i ogonem. Z jego grzbietu spływał wodospad, który szemrał cichutko. Boki Smoka porastała trawa i ostatnie jesienne kwiaty, obecnie już przywiędłe i suche.
– Przyjacielu – westchnął Skrzat Kronikarz. – Mam nadzieję, że naprawdę wymyśliłeś jakiś plan.
Postał jeszcze chwilę, w nadziei, że usłyszy odpowiedź w szmerze wodospadu, ale nic takiego się nie stało. Jednak kiedy wrócił do swojego drzewa i ułożył się w łóżku, przyśnił mu się Zoran – tak jak za dawnych lat studiowali razem „Almanach Wiedzy Natury”.
Obudził się pełen nadziei, a zanim w jego imbryczku zabulgotała woda na ziołową herbatę, nagle do jego drzwi ktoś zapukał malutką piąstką, a potem rozległ się furkot skrzydełek i jedna z Wróżek Smużek zajrzała do drzewa przez okienko.
– Skrzacie! – zawołała podekscytowana. – Mamy nieoczekiwanych gości spoza Magicznych Ogrodów!
Skrzat Kronikarz pospiesznie założył kamizelkę i szalik, bo na zewnątrz było już dość chłodno. To było to. Zoran musiał wyczuć niepokój mieszkańców Ogrodów, usłyszał ich prośby i mocą swej magii ściągnął bohatera, który zaradzi problemom.
– Czyżby to jacyś krewni naszych Krasnoludów przybyli z rodzinną wizytą?
– Och nie.
– Zatem to jacyś wielcy rycerze?
– E nie. Nie wydaje mi się. Są raczej nieduzi. – Wróżka Smużka nadęła policzki jak małe baloniki.
– Czy to sławni magowie? – zgadywał dalej Kronikarz.
– Też chyba nie. Ale z magami to nigdy nie wiadomo – roześmiała się Wróżka i odleciała, furkocząc skrzydełkami, zanim Skrzat zdążył zadać kolejne pytanie.
Goście, goście
Tymczasem tajemniczy przybysze wędrowali ścieżką od Dziedzińca w stronę Zamku Wróżek. I nie byli to ani wielcy rycerze, ani sławni magowie. Starszy z nich miał nie więcej niż dziesięć lat, bluzę z kapturem i zieloną kurtkę. Chłopiec trzymał za rękę dziewczynkę w różowej kurtce i dużej czapce z pomponem.
– Ale mam piękny sen, Tomku – powtarzała co chwilę i puszczała jego dłoń, a on upominał, żeby nie odbiegała za daleko.
– Małgosiu, chodź tutaj. Małgosiu, uważaj. – I w ogóle zachowywał się tak, jak powinien starszy brat.
Przed nimi wyrósł piękny, kolorowy zamek, był to oczywiście Zamek Wróżek.
– Teraz śni mi się śliczny, wielki domek! – zawołała Małgosia.
– To dziwne – powiedział Tomek. – Przecież ja też śpię i śni mi się śliczny zamek.
Zanim jednak zdążył się zastanowić nad tym, jak to możliwe, że on i jego siostra śnią ten sam sen, wokół zafurkotały skrzydełka, zapachniało kwiatami – choć była już jesień – i wokół wylądowało kilka ciekawskich i uroczych Wróżek Smużek.
– Witajcie, drodzy goście – zaczęła jedna z nich.
– Cześć – oznajmił Tomek i przytrzymał siostrę za rękę, bo już chciała podbiec do pięknych istot.
– Nie wyglądacie na rycerzy ani magów, ani na magiczne istoty – zauważyła jedna z Wróżek i zbliżyła się do nich zaciekawiona.
– Bo nimi nie jesteśmy. Jesteśmy dziećmi. Mam na imię Tomek, a to moja siostra Małgosia.
Wróżki Smużki zaklaskały radośnie, a potem podleciały do rodzeństwa i ujęły je za ręce.
– Dzieci! A jeśli to one obudzą Kamiennego Smoka? Zoran do nas wróci! – wołały jedna przez drugą, a potem zaprosiły chłopca i jego siostrę do swojego zamku na małe przyjęcie powitalne.
Tomek i Małgosia właśnie jedli lody i pili kwiatową lemoniadę, kiedy do sali wmaszerowała grupa wysłanych przez Króla Eryka Krasnoludów. Za nimi weszło kilka Bulwiaków, wślizgnął się Mordol Witek, a na końcu nieco zdyszany po szybkim marszu Skrzat Kronikarz.
– Czy to są owi przybysze? Ci, którzy mają obudzić Zorana? – zapytał przywódca krasnoludzkiego klanu zwiadowców. – Zatem ruszajmy, nie ma chwili do stracenia.
Wszystkie oczy zwróciły się na dzieci. Ktoś zaklaskał. Ktoś krzyknął: wiwat! Zrobiło się głośno i Małgosia trochę się wystraszyła, złapała za ręce brata i najbliższą Wróżkę.
Tomek wstał i odchrząknął.
– Bardzo dziękujemy za to miłe przyjęcie i pyszny poczęstunek – powiedział i ukłonił się, bo pomyślał, że to będzie grzeczne. – Ale my nie wiemy, kim jest Zoran i jak go obudzić. Po prostu poszliśmy spać wieczorem i zjawiliśmy się tutaj…
Na niektórych twarzach pojawiło się rozczarowanie.
– Czyli nie wiecie, jak go odczarować?
Tomek pokręcił smutno głową i miał już coś odpowiedzieć, ale wtedy odezwał się Skrzat Kronikarz.
– Zatem ja wam opowiem o Zoranie. O tym, jak stworzył Magiczne Ogrody, i o Wielkiej Bitwie.
– O tak! – Małgosia zaklaskała w ręce. – Posłuchajmy, Tomku, uwielbiam magiczne opowieści.
Skrzat opowiedział im więc całą historię, a Tomek i Małgosia byli nią oczarowani. Także wszyscy zgromadzeni w sali mieszkańcy Magicznych Ogrodów słuchali Kronikarza ze wzruszeniem – choć przecież znali ją bardzo dobrze.
A potem Wróżki znów podały ciasteczka z owocową marmoladą i lemoniadę. Wszyscy wspominali Zorana i dni, kiedy przechadzał się wśród kwiatów razem z Tuuli.
– Tak bym chciała, żeby do nas wrócił – westchnęła Wróżka siedząca obok Małgosi. – I uciszył drzewa z Mroczyska, które nas straszą skrzypieniem.
Dziewczynka odłożyła ciastko na talerzyk i pociągnęła brata za rękaw.
– Tomku, pomóżmy im, są tacy mili.
– Ale nie wiemy jak – zaprotestował chłopiec. Jednak po chwili pomyślał, że może nie trafili tutaj bez przyczyny. Wstał więc i powiedział głośno: – Zaprowadźcie nas do Kamiennego Smoka.
Kamienny Zoran
Wszyscy udali się nad staw, nad którym wznosiła się sylwetka śpiącego Kamiennego Smoka.
– To on – powiedział z przejęciem Skrzat Kronikarz.
Tomek podszedł do głowy Smoka, trzymając siostrę za rękę. Wszyscy wpatrywali się w niego z nadzieją.
– Witaj, smoku. To znaczy… Magu Zoranie – oznajmił Tomek.
Nie za bardzo wiedział, co jeszcze mógłby zrobić, więc poprosił uprzejmie:
– Czy mógłbyś się obudzić? Wszyscy za tobą bardzo tęsknią i cię potrzebują.
Krasnoludy, Bulwiaki i Wróżki zamarły w oczekiwaniu, szeptały między sobą, ale nic się nie stało. Smok nie odpowiedział. Tomek westchnął rozczarowany.
– Mówiłem, nie jesteśmy wielkimi rycerzami ani magami, nie potrafimy go obudzić.
– A jeśli – odezwała się Małgosia – powinniśmy tu zostać sami? Bo on mówi bardzo cichutko i nie możemy usłyszeć w takim tłumie. Albo… sprowadził nas tutaj, bo tylko nam coś powie?
– Hm, to możliwe. – Skrzat Kronikarz pogładził się z zamyśleniem po brodzie.
– Spróbujmy – zgodziły się Krasnoludy, a przywódca klanu zwiadowców podał Tomkowi swój płaszcz, by nie zmarzł, pilnując Kamiennego Smoka.
Sen Tomka
Tomek owinął siebie i siostrę płaszczem i usiadł naprzeciwko smoczej głowy. Wpatrywał się w nią uporczywie. A gdy Małgosia usnęła na jego kolanach, powieki chłopca też zrobiły ciężkie. I w końcu Tomek także zasnął.
W tym śnie wszystko było takie samo: staw, płaszcz na jego ramionach i śpiąca siostra. Tylko Kamienny Smok nie spał. Otworzył oczy, z głowy posypały mu się drobne kamyczki, a z nozdrzy uleciało trochę dymu.
– Witaj, Tomku – powiedział Kamienny Smok. – Cieszę się, że odpowiedziałeś na moje wezwanie. Chciałbym, żebyś przekazał coś ważnego mieszkańcom Magicznych Ogrodów.
– A dlaczego – ośmielił się zapytać Tomek – nie powiesz im tego sam?
– Niestety – wyznał Kamienny Smok ze smutkiem. – Zaczarowany sen, w którym tkwię, jest bardzo głęboki. Nie mogę dotrzeć do nikogo z mieszkańców Magicznych Ogrodów. Ale czasem, bardzo rzadko, udaje mi się trafić do snu ludzi, którzy potrafią snuć piękne marzenia. Najczęściej dzieci…
– Pomogę ci, jeśli tylko będę potrafił – zapewnił Tomek. – Powiedz, jak cię obudzić?
– Niestety, nie znam rozwiązania tej zagadki – odparł Kamienny Smok. – Ale kiedyś odkryje ją jakiś śmiałek. Nie ty, ale może inne dziecko z twojego świata. Do ciebie mam jedną małą prośbę.
Tomek pokiwał głową na zgodę.
– Przekaż mojemu przyjacielowi Skrzatowi i wszystkim w Magicznych Ogrodach, żeby nie tracili nadziei i nie poddawali się strachowi, który czasem płynie z Mroczyska. Powiedz, żeby szukali pocieszenia w swoim towarzystwie i opowieściach Kronikarza.
– Powiem. Ale skąd będą wiedzieć, że to naprawdę twoje słowa? Że to wszystko mi się nie przyśniło?
Smok się zadumał, buchnął dymem z nozdrzy.
– Masz rację. Wprawdzie jestem słaby, ale na ten jeden czar starczy mi mocy. Powiedz im, żeby przyszli tu jutro. Dam im znak. A teraz już idź, muszę odpoczywać.
Następnego dnia w południe wszyscy mieszkańcy Magicznych Ogrodów zebrali się nad stawem przed Kamiennym Smokiem i czekali na znak od Zorana.
Smok nadal spał, ale przed jego nozdrzami w trakcie nocy wyrosła niewielka roślinka o cienkiej łodyżce i jednym małym pąku.
– To musi być ten znak – oznajmił z radością Skrzat Kronikarz. – Nic nie kwitnie tak późno na jesieni. Ten kwiat wygląda mi na zaczarowany.
A potem pąk się rozwinął, ukazując kwiat o płatkach błękitnych jak kapelusz Maga Zorana. I choć przekwitł jeszcze tego samego dnia, przywrócił wszystkim nadzieję i odwagę. Co prawda drzewa na Mroczysku nadal skrzypiały, ale nikt już nie bał się ich tak bardzo.
Tomek i Małgosia zaś obudzili się następnego ranka we własnych łóżkach. Kto wie, może jeszcze kiedyś wrócą do Magicznych Ogrodów? A może właśnie Ty powędrujesz ich śladami? Kamienny Smok nadal czeka na śmiałków, którzy pomogą mu się obudzić.
