Jak Wróżka Kocanka zaprzyjaźniła się ze Śnieżynką

Wróżka bajka na dobranoc
Opis
Wróżka bajka na dobranoc
Źródło zdjęcia: Freepik.com
Wróżka Kocanka bardzo się zdziwiła, kiedy pewnego ranka wstała, otworzyła okno, żeby jak zwykle odetchnąć świeżym powietrzem – i zobaczyła, że cały dziedziniec Zamku Wróżek pokrywa warstwa białego puchu.

Nadeszła zima i Magiczne Ogrody przykryła gruba śniegowa pierzyna. Część mieszkańców zapadła w czarodziejski sen, z którego obudzą się dopiero wiosną… Jednak nie wszyscy mogą pozwolić sobie na drzemkę, zwłaszcza kiedy na śniegu pojawiają się dziwne ślady! Kim jest tajemniczy gość, który przechadza się nocą po alejkach i zagląda przez wszystkie okna? 

Pierwszy śnieg

Wróżka Kocanka bardzo się zdziwiła, kiedy pewnego ranka wstała, otworzyła okno, żeby jak zwykle odetchnąć świeżym powietrzem – i zobaczyła, że cały dziedziniec Zamku Wróżek pokrywa warstwa białego puchu.

– Śnieg, spadł pierwszy śnieg! – zawołała i skoczyła z powrotem do sypialni, by obudzić śpiącą w sąsiednim łóżku siostrę. – Wstawaj, mamy śnieg! Zima nadeszła!

– Strasznie wcześnie w tym roku – skomentowała zaspanym głosem Stokrotka. – Jak dla mnie za wcześnie.

I przykryła się kołdrą razem z głową. Kocanka próbowała ją jeszcze przekonywać, a nawet łaskotać w pięty, ale na próżno. Postanowiła więc, że pójdzie sama, bo nie ma czasu do stracenia. Musicie bowiem wiedzieć, że po prostu uwielbiała zimę, mróz i zabawy na śniegu. Nic zresztą dziwnego, w końcu narodziła z kocanek – kwiatów, które kwitły nawet, kiedy robiło się zimno.

Nie minęło parę minut, a już była gotowa. Założyła ciepły żółty płaszczyk, a także wełniany szal i rękawiczki. Tak przygotowana, ruszyła na spotkanie zimy, zupełnie zapominając o śniadaniu. W końcu pierwszy śnieg miał to do siebie, że na ogół bardzo szybko topniał.

Poszybowała nad przysypanymi białym puchem Magicznymi Ogrodami i wylądowała na dziedzińcu Krasnoludzkiego Grodu, w nadziei, że znajdzie tu kogoś, kto będzie chciał się z nią porzucać śnieżkami i ulepić bałwana. Jednak u Krasnoludów trwała właśnie odprawa, przywódca klanu zwiadowców wysyłał w teren patrole.

– Witaj, Kocanko. – Uśmiechnął się na jej widok. – Czyżbyś chciała zgłosić się na ochotnika i wziąć pierwszy zwiad?

Kocanka zawirowała w piruecie, a śnieg osypał się z jej płaszczyka, lśniąc w powietrzu.

– Wolałabym się pobawić… ale nie mam z kim. Jeśli więc chcesz, żebym coś dla was zrobiła, to, oczywiście, chętnie pomogę.

– Sprawdź, czy nikomu nie trzeba odkopać wyjścia ze śniegu na przykład. I bądź tak miła, odwiedź też Skrzata i zapytaj go o pogodę na najbliższe dni, żebyśmy wiedzieli, na czym stoimy.

Zaklęcie zimowego snu rzucone przez Maga Zorana działało bowiem tak, że jeśli śnieg spadł i nie topniał przez trzy noce – mieszkańców Magicznych Ogrodów ogarniała senność i jeden po drugim zapadali w zimowy sen. Oczywiście, zasypiali tylko ci, którzy byli blisko związani z roślinami, najpierw Bulwiaki i Wróżki Smużki, które powstały z letnich kwiatów. Kocanka kładła się zawsze spać jako jedna z ostatnich. A Krasnoludy nawet w śnieg i mróz trzymały wartę i patrolowały całą okolicę, by wszyscy inni mogli bezpiecznie odpoczywać aż do wiosny.

Kocanka przefrunęła nad bramą i pomknęła w stronę domków Bulwiaków. Z góry widziała brnących w śniegu krasnoludzkich zwiadowców, nawet tutaj dochodziło skrzypienie śniegu pod ich ciężkimi butami. Kocanka zaś leciała szybko i lekko w rześkim powietrzu.

Poubierane w ciepłe swetry i czapki Bulwiaki uwijały się w ogródkach, sprawdzając, czy wszystkie krzewy, które tego potrzebują, zostały należycie zabezpieczone przed mrozem.

– To dopiero pierwszy śnieg – powiedziała im Kocanka, lądując na płotku. – Jeszcze stopnieje. Po co ten pośpiech?

– W ogrodzie lepiej zrobić dziś, co ma się zrobić jutro – odpowiedziały jej Bulwiaki i w sumie musiała im przyznać rację.

Wróżka Kocanka fruwała od domku do domku, dopytując, czy nikomu nie trzeba pomocy – a gdy wznosiła się w powietrze, napawała oczy widokiem pobielonych szronem drzew i krzewów. Za którymś razem zauważyła, że tu i ówdzie na świeżym śniegu ciągnęły się ślady. Zaciekawiona wylądowała obok. Nie znała się zupełnie na tropieniu, ale jej zdaniem ślady zrobił ktoś, kto chodził na dwóch nogach. Na pewno jednak nie Bulwiak, Mordol ani Krasnolud. Ktoś mniejszy, lżejszy i delikatniejszy – i do tego potrafiący latać, bo urywały się nagle.

– Ha, zapewne jedna z moich sióstr Wróżek – powiedziała do siebie Kocanka, jednak po chwili zdała sobie sprawę, że żadna z nich nie opuszczała dziś Zamku. Większość z nich nie lubiła latać, kiedy robiło się zimno, bo marzły im skrzydełka. Zaciekawiona Kocanka uznała, że musi to jednak sprawdzić… Udała się więc do Zamku i trafiła w sam środek przygotowań do zimowego snu.

– Ach nie, na pewno to żadna z nas – zapewniła ją Wróżka Różyczka, która przerwała na chwilę ścielenie łóżek. – Wszystkie szykujemy się do spania. Sama wiesz, że nie przepadamy za zimowymi zawieruchami.

– To dopiero pierwszy śnieg. Jest rześko, całkiem przyjemnie – odparła Kocanka.

– Chyba dla niedźwiedzi polarnych – odparła Różyczka i zadygotała. – Na pewno nie dla delikatnych letnich kwiatów i ich Wróżek Smużek. Poza tym nadchodzą wielkie mrozy. Skrzat Kronikarz przyszedł rankiem nas ostrzec.

– Och. W takim razie ja także muszę do niego iść – powiedziała Kocanka, bo przypomniało jej się polecenie dowódcy. Ruszyła zapytać Skrzata o pogodę.

Skrzat zaś chodził wokół swojego drzewa i zabezpieczał słomą wszelkie szpary, przez które do środka mógł wpaść zimny wiatr.

– Tak, tak – potwierdził. – Ten śnieg już nie stopnieje. Zostanie z nami aż do wiosny, bo przyjdą wielkie mrozy. Przed nami sroga zima.

Kocanka nawet się ucieszyła, bo przecież bardzo lubiła śnieg i mróz, zatem czekało ją kilka dni zabawy, zanim zaklęcie magicznego snu i jej każe się położyć spać. Było jej tylko smutno, że będzie bawić się sama.

– Skrzacie? – zagadnęła po chwili. – Czy istnieją zimowe Wróżki Smużki?

– Są bardzo, bardzo rzadkie – odparł stanowczo Kronikarz. – Wróżki pochodzą od kwiatów, a w zimie kwitną tylko nieliczne. I tylko wtedy, gdy zima jest łagodna.

– A może są jakieś magiczne kwiaty kwitnące zimą? – dopytywała się Kocanka, a kiedy Skrzat odparł, że na pewno jakieś są, lecz on o nich nie słyszał, pożegnała się szybko i pofrunęła do Krasnoludzkiego Grodu.

Jakiś cichy głosik w głowie mówił jej, że razem z pierwszym śniegiem do Magicznych Ogrodów zawitał ktoś nieznajomy.

Dowódca wysłuchał z powagą jej podejrzeń.

– Dobrze, że nas ostrzegłaś. Jeśli coś jeszcze zobaczysz, przyleć prosto do mnie – polecił. – Przekażę zwiadowcom, by mieli się na baczności. Musimy odkryć, kim jest ów przybysz i jakie ma zamiary. Zima to szczególny czas, powinniśmy zachować czujność i strzec naszych przyjaciół.

Gdy nadeszła zima

Dwa dni później stało się jasne, że Skrzat Kronikarz – jak zwykle – nie omylił się w swoich rachubach i trafnie przewidział pogodę. Śnieg nie tylko nie stopniał, ale wręcz napadało go jeszcze więcej. Robiło się coraz zimniej i zimniej, w nocy mróz aż trzaskał, a potem wreszcie zadziałało zaklęcie zimowego snu. Mieszkańcy Magicznych Ogrodów żegnali się ze sobą, życząc dobrych snów, i jeden po drugim kładli się spać.

– To znakomity moment, żeby wyśledzić tajemniczego przybysza – uznała Wróżka Kocanka pewnego mroźnego ranka.

– A to nie jest aby praca Krasnoludów, chodzić, tropić i pilnować? – odparła jej sennie Wróżka Stokrotka spod pierzyny. – Leć, jeśli musisz. Tylko uważaj na siebie… Ja chyba już będę spała. Zobaczymy się wiosną.

Kocanka otuliła Stokrotkę kołdrą i pocałowała w czoło, życząc jej kolorowych snów. Potem ubrała się ciepło i pomknęła obejrzeć Magiczne Ogrody z lotu ptaka – czy też raczej z lotu Wróżki. Śniegu nasypało w nocy co niemiara, tu i ówdzie piętrzyły się wielkie zaspy. I w końcu niedaleko Kamiennego Smoka odkryła to, czego szukała – ślady drobnych stópek, które to pojawiały się, to znikały. Wylądowała obok, chciała przyjrzeć im się bliżej, dała krok do przodu – i trach! – gdyby nie poderwała się od razu do lotu, to wpadłaby w zaspę aż po czubek nosa!

– Hm – powiedziała do siebie. – Bardzo tajemnicze. Ten ktoś nie tylko potrafi latać, ale jest też bardzo lekki. Jak ja.

Postanowiła prześledzić z góry, dokąd przybysz się udał. Nie było to łatwe zadanie, ale Kocankę bardzo ta sprawa zaciekawiła. Mknęła więc, furkocząc skrzydełkami, nad białym krajobrazem, od jednego domku Bulwiaków do następnego, od Zamku Wróżek do Drzewa Skrzata Kronikarza i z powrotem. Raz po raz zniżała lot. Zeszło jej do wieczora, ale odkryła rzecz niezwykle ważną i natychmiast poleciała opowiedzieć o tym dowódcy zwiadowców.

– Ten tajemniczy ktoś potrafi unosić się w powietrzu i jest bardzo lekki. Odwiedził w nocy wszystkich mieszkańców.

– To… niepokojące – odparł przywódca zwiadowców. – I co robił?

– Chyba… nic – odpowiedziała po chwili Kocanka, bawiąc się pomponem swojej żółtej czapki. – Stał pod oknami. Dłuższy czas, bo w tych miejscach mocniej wydeptał śnieg.

– Ktoś chodzi w nocy i zagląda mieszkańcom w okna? To jest naprawdę niepokojące. Powinniśmy urządzić zasadzkę – zarządził starszy Krasnolud i już się podnosił od kolacji, ale Kocanka pokręciła głową.

– A mogę zaczaić się dziś w nocy sama? Nie wydaje mi się, żeby ten ktoś miał złe zamiary, a jak zobaczy grupę wojowników, to się może wystraszyć. I tak zresztą nic nie zobaczy przez okna, bo szyby pozamarzały. Mordole też zaglądają wszystkim do domów i jakoś ich nie gonimy…

– Ja bym tam tych psotników pogonił, to by się oduczyli – westchnął przywódca klanu, ale kiwnął, że się zgadza. – Idź sama, tylko uważaj na siebie. Posłuchajmy twojej intuicji.

Mróz przychodzi nocą

Gdy zapadła noc, Kocanka udała się na spacer – a nuż wpadnie na tajemniczego przybysza! Z początku trochę latała tu i tam, potem zaczaiła się w zaroślach niedaleko domków Bulwiaków i czekała. Czekała i czekała, a robiło się coraz bardziej zimno, bo była to naprawdę bardzo mroźna noc. Choć Kocanka uwielbiała zimę, zaczęła dygotać. Żałowała, że nie ubrała się cieplej i nie wzięła ze sobą termosu z gorącą herbatą.

Noc jednak była przy tym cicha i pogodna, na niebie pozapalały się gwiazdy, a śnieg skrzył się srebrzyście. W tak cudownym otoczeniu Kocanka najpierw usłyszała cichutki dźwięk, jakby uderzały o siebie sopelki lodu, a potem zobaczyła frunącą nad zaspami piękną postać. Miała białą sukienkę i buciki oraz srebrzysty płaszczyk, a na głowie biały puchaty toczek. Jej przezroczyste skrzydełka furkotały w locie i to one właśnie wydawały ten czarodziejski dźwięk. Wyglądała jak Wróżka – ale przecież nie mogła być Wróżką. Wylądowała przed jednym z domków Bulwiaków i stanęła przy oknie. W jej dłoni pojawił się długi, biały pędzelek. Zafascynowana Kocanka chciała przyjrzeć się z bliska tajemniczej istocie – ale wtedy trąciła ramieniem sąsiedni krzew i z gałązek z delikatnym dzwonieniem osypały się sople. Zimowa istota przestraszona poderwała się w powietrze.

– Poczekaj! – zawołała za nią Kocanka. – Nic ci nie zrobię! Chciałam się zapoznać!

Jednak tamta już odleciała, porzucając na parapecie pędzelek. Kocanka podeszła do domu, zerknęła na okno – i zrozumiała, po co tajemnicza istota odwiedzała wszystkie domy. Na szybie widniał niedokończony malunek pięknego, białego kwiatu.

– Czyli jednak masz coś wspólnego z kwiatami – powiedziała do siebie podekscytowana. Nawet jeśli nie jesteś Wróżką.

Chwilę się wahała, ale potem schowała pędzelek do kieszeni i pofrunęła do Krasnoludzkiego Grodu. Przywódca zwiadowców krążył niespokojnie po dziedzińcu, nie chciał położyć się spać, na wypadek gdyby trzeba było ruszyć Wróżce na pomoc.

– Wygląda na to, że to miły gość – wyjaśniła mu Kocanka. – Jest nieśmiała i chyba boi się bardziej nas niż my jej.

– Co proponujesz zrobić? – zadumał się starszy Krasnolud.

– Poczekajmy – odparła Wróżka. – Ona wróci, tak czuję. Ma w końcu ważne zadanie do wykonania – dodała tajemniczo.

I okazało się, że przeczucie jej nie omyliło. Już następnej nocy, kiedy Stokrotka spała już twardym magicznym snem pod pierzyną, a Kocanka dokładała drew do kominka, żeby siostrze było ciepło – ktoś zastukał w szybę.

PUK PUK

Delikatnie – i od drugiej strony. Kocanka podeszła ostrożnie, otworzyła okno – i zobaczyła, że tuż obok w powietrzu unosi się śliczna, biała istota, którą tropiła poprzedniej nocy.

– Cześć – przywitała się nieco zdziwiona Wróżka.

– Dobry wieczór – odparła zimowa panienka. – Przepraszam, ale czy możesz mi oddać mój pędzelek? Jest mi bardzo, bardzo potrzebny. Bez niego nie mogę malować kwiatów na szybach.

– Oczywiście. – Kocanka pokiwała głową. – Mam go w szafie. Wejdź, proszę. Porozmawiamy…

Biała istota wahała się chwilę, ale zamachała skrzydełkami i wleciała do komnaty razem z podmuchem zimnego wiatru. Gdy jednak tylko znalazła się w środku, z jej sukienki i płaszczyka zaczęła kapać woda, a z oczu łzy.

– Nie mogę tu być, jest za ciepło. Roztopię się!

– Ojej – przejęła się Kocanka i skoczyła do okna, które na powrót otwarła na oścież. – Szybko, wylatuj! Możesz stanąć na parapecie.

Aż obydwie dostały rumieńców z pośpiechu, ale po chwili woda na powrót zamarła na szatach tajemniczej istoty.

– Dziękuję – powiedziała. – Ciepło bardzo mi szkodzi. Jestem Śnieżynka, córka mrozu.

– A ja mam na imię Kocanka. Jestem Wróżką Smużką. Ale ty chyba nie jesteś Wróżką?

– Och nie. Ja i moje siostrzyczki przylatujemy do was tylko zimą. Na zaproszenie Maga Zorana. W mroźne noce malujemy kwiaty na szybach. I sprawiamy, że śnieg pięknie się skrzy… – Śnieżynka zaśmiała się i wykręciła w powietrzu śliczny piruecik.

– W takim razie naprawdę potrzebujesz tego. – Kocanka oddała jej biały pędzelek. – Jak to się stało, że nigdy wcześniej was nie widziałam?

– Och. Po prostu jesteśmy trochę nieśmiałe – przyznała wstydliwie Śnieżynka.

Kocance to jednak zupełnie nie przeszkadzało.

– Pomyślałam sobie… że mogłabym przyjść się z wami pobawić, dopóki nie zapadnę w sen. Też mam siostrę, ale ona zasypia szybciej, w zimie woli ciepły kominek i kołdrę, a ja uwielbiam śnieg.

– Porozmawiam z siostrzyczkami i jutro przyniosę ci odpowiedź – obiecała Śnieżynka, zawirowała jeszcze raz i odleciała razem z zimnym wiatrem.

Oczywiście, dotrzymała słowa. Dlatego czasem w pierwsze mroźne zimowe noce w Magicznych Ogrodach słychać śmiechy. Śnieżynki tańczą na śniegu, zjeżdżają na sankach i malują mroźne kwiaty na szybach, a czasem w zabawach towarzyszy im Wróżka Kocanka.

A wy? Lubicie bawić się na śniegu ze swoimi przyjaciółmi?

Źródło zdjęcia: Freepik.com

Dagmara Adewntowska
Opis
Dagmara Adewntowska
Autor wpisu:

Dagmara Adwentowska

Pisarka/redaktorka Odkąd pamięta, tworzy własne opowieści i pracuje z cudzymi, aby były jak najpiękniejsze. Z wykształcenia dziennikarka i kulturoznawczyni, z zawodu redaktorka i korektorka, z zamiłowania pisarka. Współpracowała m.in. z Gazetą Wrocławską, Przepisem na zdrowie, szeregiem czasopism medycznych i prasą polonijną. Współtworzyła redakcje czasopism literackich: Okolicę Strachu i Magazyn Histeria. Z jej inicjatywy powstały zbiór…

KONIECZNIE PRZECZYTAJ

rodzinny wypad

5 powodów, dla których Magiczne Ogrody to idealne miejsce na rodzinny wypad

23 kwietnia, 2025
pewność siebie dziecka

Jak wzmocnić pewność siebie dziecka? Rozwój dzieci poprzez przygody

19 grudnia, 2025
zabawy sensoryczne

Przygody małych odkrywców – zabawy sensoryczne w Magicznych Ogrodach

3 stycznia, 2025

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco z kalendarzem wydarzeń

Ułatwienia dostępu